Pod koniec XIII wieku kupiec i poszukiwacz przygód Marco Polo wrócił do Wenecji po dwudziestu pięciu latach nieobecności. Przywiózł ze sobą mnóstwo opowieści o podróżach po Azji. Mniej więcej w tym samym czasie młody Chińczyk Zhou Daguan wypłynął z jednego z chińskich portów do Kambodży. Był członkiem delegacji wysłanej przez cesarza.



Kilka lat później Marco Polo siedział w genueńskim więzieniu i opowiadał swoje wspomnienia współwięźniowi, który je spisał i zrobił z nich książkę. W tym czasie Zhou wrócił do Chin i zabierał się do pisania własnej książki o przygodach w Kambodży :)
Jestem trochę jak ten Zhou, który z otwartą buzią chodził po Angkorze w czasach, kiedy to miejsce jeszcze tętniło życiem. Nieskażony bredniami z internetu, teoriami spiskowymi i kosmitami wyskakującymi z lodówki, po prostu opisał, co widział.
700 lat później ja chodzę po Angkor Wat z otwartą buzią i opisuję swoje wrażenia na fejsie 😅
Maszyna do podróży w czasie?
Angkor Wat zachwyca nie tylko architekturą, ale też rzeźbą. Człowiek mógłby spędzić całe życie, badając tę jedną świątynię. Według legendy świątynia powstała w jedną noc. Poświęcona jest Wisznu, jednemu z najważniejszych bogów hinduskiego panteonu.
Wisznu, tak samo jak Śiwa i Brahma, należał do trikaladarśich, czyli tych, którzy widzą wszystkie trzy czasy. Byli obserwatorami strumienia czasu i potrafili widzieć przeszłość i przyszłość.
Kiedy ogląda się rzeźbienia w świątyniach Angkoru, można dostrzec elementy, które nie pasują do układanki. Zwierzęta, które dawno wyginęły. Coś, co wygląda jak dinozaur, słonie z czterema kłami, wilki i tak dalej. Skąd budowniczowie wiedzieli o istnieniu tych zwierząt?



Angkor Wat może być uśpioną maszyną do podróży w czasie. Brzmi intrygująco.
A ja dalej jestem w Azji.
— Robert
Komentarze
Ładowanie komentarzy…