Październik 1940 roku. Do benedyktyńskiego klasztoru Montserrat w górach pod Barceloną przyjeżdża Heinrich Himmler, prawa ręka Hitlera.
Ktoś mu powiedział, że właśnie tu, wśród tych skał, jest ukryty Święty Graal. Himmler żąda dostępu do archiwów, podziemi i skarbca. Chce zobaczyć wszystko.
Zakonnicy patrzą na niego jak na wariata i nie zamierzają współpracować. Mają Czarną Madonnę, mają klasztor obrośnięty legendami i góry pełne jaskiń. Graala nie mają.
A teraz najlepsze. Przedmiot, który mógłby rozpalić wyobraźnię Himmlera, stał wtedy kilkaset kilometrów dalej, w Leónie na północy Hiszpanii. W skarbcu bazyliki San Isidoro. Na widoku. Oglądali go pielgrzymi, historycy sztuki i turyści, a w katalogach opisywano go jako jedno z najcenniejszych dzieł średniowiecznego złotnictwa.
Tylko że prawie nikt nie patrzył na jego najstarszą część.
Ja też stanąłem przed tą gablotą. Od kamiennej czarki dzieliło mnie kilkadziesiąt centymetrów. Z zewnątrz złoto, klejnoty, perły. Wszystko tak, jak powinien wyglądać Graal z legend.
Ale cała zabawa jest w środku.
Najpierw trzeba odjąć złoto
Graal z rycerskich romansów to zwykle królewski kielich. Wysoki, złoty, wysadzany kamieniami. Godny zamku i wyprawy, na której rycerz musi się wykazać.
Tylko że jeśli podczas Ostatniej Wieczerzy pito z jakiegoś naczynia, to raczej nie wyglądało ono jak z obrazka. Mogła to być prosta, mała, kamienna czarka bez ozdób. Taka, jakich używano w świecie żydowskim i rzymskim na przełomie er.
I właśnie taka czarka siedzi w środku Kielicha Doñi Urraki.
Kielich z Leónu składa się z kilku części. Najstarsza to mała czarka z kamienia półszlachetnego, najczęściej opisywanego jako onyks. Według badań może pochodzić z okresu między II wiekiem przed naszą erą a I wiekiem naszej ery. Czyli z czasów, w których żył Jezus.
Żeby było jasne: to nie znaczy, że należała do niego. Takich naczyń było wtedy mnóstwo, a samo datowanie nie prowadzi prostą drogą do stołu w Jerozolimie.
Jest za to jeden ciekawy szczegół. W judaizmie czasów Drugiej Świątyni naczynia z kamienia miały specjalny status. Uważano, że nie przyjmują nieczystości rytualnej, dlatego używano ich w domach i w życiu religijnym. Kamienna czarka pasuje więc do tamtych czasów dużo lepiej niż złoty puchar wymyślony w średniowieczu.
Schowana pod przepychem
Przez stulecia nikt nie traktował czarki jak osobnego zabytku. Ktoś obudował ją złotem, kamieniami, perłami i kameami. Proste, starożytne naczynie zniknęło w środku przedmiotu, który przyciągał wzrok dużo bardziej niż ono samo.
Tradycja mówi, że oprawę zleciła Urraka, córka króla Ferdynanda I Wielkiego. Po co? Żeby podkreślić wagę czarki, żeby ją chronić, a może żeby ukryć, czym naprawdę jest. Nie wiadomo.
Efekt jest przewrotny. Nikt nie musiał zakopywać Graala ani zostawiać szyfru. Wystarczyło go ładnie ubrać i wszyscy patrzyli na złoto :)
Droga z Jerozolimy
Skąd czarka wzięła się w Hiszpanii? Tę drogę próbowali odtworzyć historycy Margarita Torres Sevilla i José Miguel Ortega del Río. Oparli się na dokumentach odnalezionych w bibliotece uniwersytetu Al-Azhar w Kairze.
Według nich naczynie przechowywano najpierw w Jerozolimie, w Bazylice Grobu Świętego, jako pamiątkę Ostatniej Wieczerzy. Kiedy w regionie zrobiło się niebezpiecznie, przeniesiono je do małego kościoła na obrzeżach miasta. Pilnowała go zaufana grupa chrześcijan.
Potem przyszedł głód. W połowie XI wieku Egipt dotknęła klęska i kalif poprosił innych władców o pomoc. Odpowiedział emir Denii, muzułmańskiego państwa na terenie dzisiejszej Hiszpanii. Wysłał statki ze zbożem.
Około 1055 roku kalif miał mu się odwdzięczyć niezwykłym prezentem. W dokumentach naczynie nazywa się „Kielichem Mesjasza”. Emir nie zatrzymał go dla siebie, tylko podarował Ferdynandowi I Wielkiemu, królowi Leónu.
Brzmi jak scenariusz filmu. Problem w tym, że nie ma pełnego łańcucha dokumentów od Jerozolimy do Leónu. Są kawałki, daty, nazwy i opisy, a między nimi dziury.
Ślad po sztylecie
W jednym z dokumentów z Kairu jest wzmianka o wypadku w drodze. Dowódca muzułmańskiej eskorty miał odłupać kawałek czarki zakrzywionym sztyletem. Odłamek miał posłużyć do uzdrowienia chorej dziewczynki.
Typowa legenda, prawda? Święty przedmiot, odłupany kawałek i cudowne uzdrowienie.
Tyle że czarka w Leónie naprawdę jest uszkodzona. Kiedy kielich rozebrano, żeby zrobić replikę, spod złotej oprawy wyszło, że brakuje kawałka rantu. Ubytek powstał, zanim nałożono złote ozdoby. Zwolennicy tej hipotezy mówią, że jest dokładnie tam, gdzie opisuje go dokument.
Dowód? Nie. Stare naczynia się szczerbiły, a opowieść mogła zostać dopasowana do przedmiotu. Ale rzadko się zdarza, żeby opis z kartki spotkał się z prawdziwym śladem na kamieniu. Dla jednych to argument, dla innych ciekawy zbieg okoliczności.
Dlaczego król siedział cicho
Jeśli Ferdynand wierzył, że ma kielich z Ostatniej Wieczerzy, to dziwnie się zachowywał. W średniowieczu miasta biły się o relikwie, bo relikwie ściągały pielgrzymów, a pielgrzymi przynosili pieniądze i prestiż.
León nic z tym nie zrobił. Żadnego wielkiego kultu, żadnego ściągania pielgrzymów.
Badacze mają dwa wyjaśnienia. Pierwsze: relikwia mogła trafić do Leónu w kłopotliwych okolicznościach i król wolał nie odpowiadać na pytania, skąd ją ma. Drugie jest bardziej osobiste. Kielichowi przypisywano moc uzdrawiania, a Ferdynand podobno cierpiał na kamicę. Mógł chcieć mieć go blisko siebie, jako prywatną relikwię rodziny.
Obie wersje są możliwe. Żadnej nie da się dziś potwierdzić.
Czego nie wiemy
Nie da się udowodnić, że z tej czarki pił Jezus. Nie ma żadnego podpisu ani świadka. Datowanie mówi tylko, że naczynie mogło wtedy istnieć. Nie mówi, gdzie było ani czyje.
Kandydatów na Graala jest zresztą więcej. Santo Cáliz w Walencji, kielich z Nanteos w Walii. Każdy ma swoich obrońców i swoje dziury w historii.
León ma jedną przewagę. Wiele relikwii przez wieki reklamowano na prawo i lewo, bo to się opłacało. Kielicha Doñi Urraki nikt tak nie promował. Stał sobie w skarbcu.
Kyot, czyli posłaniec legendy
Zostaje jeszcze jedno pytanie. Jak historia czarki z hiszpańskiego skarbca miała trafić do francuskich i niemieckich opowieści rycerskich? Pierwsze wielkie romanse o Graalu powstały ponad sto lat po tym, jak czarka miała dotrzeć do Leónu.
Ktoś musiałby tę opowieść przenieść. Raczej nie urzędnik z pieczęcią, tylko człowiek drogi. Uczestnik krucjaty, poeta albo muzyk, który usłyszał historię w Hiszpanii, a parę miesięcy później opowiadał ją po swojemu na drugim końcu Europy.
Około 1207 roku niemiecki poeta Wolfram von Eschenbach kończy „Parzivala”. Twierdzi, że zna prawdziwe źródło historii o Graalu. Dostał je od Kyota Prowansalczyka, który w Toledo znalazł arabski rękopis mędrca o imieniu Flegetanis.
Brzmi jak literacki chwyt i pewnie trochę nim jest. W średniowieczu porządne źródło dodawało opowieści powagi. A Toledo nadawało się do tego idealnie, bo spotykali się tam chrześcijanie, Żydzi i muzułmanie, a teksty przechodziły z języka do języka.
U Wolframa Graal nie jest zresztą kielichem. To raczej kamień, coś tajemniczego, co wymyka się zwykłej logice.
Kim był Kyot? Jedna z hipotez łączy go z Guiotem de Provins, francuskim poetą i wędrownym minstrelem z przełomu XII i XIII wieku. Guiot znał dwory i krucjaty, możliwe, że był na Wschodzie w czasie trzeciej krucjaty. Taki człowiek mógł przewozić nie relikwię, tylko opowieść o relikwii.
Tyle że Guiot pochodził z Provins w Szampanii, a nie z Prowansji. Imiona są podobne, ale to za mało. Możliwe też, że Wolfram po prostu wymyślił Kyota, żeby jego wersja brzmiała poważniej niż wersje konkurencji.
Gdyby ta droga legendy była prawdziwa, wyglądałaby tak: kamienna czarka trafia do Hiszpanii, wieść o niej krąży między dworami, poeta zabiera ją na północ, kolejny poeta robi z niej tajemniczy przedmiot. Po drodze gubi się miejsce, data i polityczny prezent.
I zostaje Graal.
Przy gablocie
Stałem kilkadziesiąt centymetrów od czarki, której Himmler szukał w górach Montserrat. Nie wiem, kto z niej pił. Nie wiem, czy była w Jerozolimie i czy ktoś naprawdę odłupał jej kawałek sztyletem.
Wiem tylko, że prawie wszyscy, którzy staną przed tą gablotą, patrzą na złoto. A warto zajrzeć do środka :)
Skąd to wiem
- Moja wizyta w Museo de San Isidoro w Leónie, notatki i zdjęcia.
- Margarita Torres Sevilla, José Miguel Ortega del Río, „Los reyes del Grial. Ensayo histórico”, Reino de Cordelia, 2014.
- Chrétien de Troyes, „Percewal, czyli opowieść o Graalu”.
- Wolfram von Eschenbach, „Parzival”.
— Robert
Komentarze
Ładowanie komentarzy…