– Czyli to, że mogę zjeść czarnego koguta, to nie jest tu coś normalnego? – zapytałem panią, z którą zagadałem w małej restauracyjce niedaleko granicy z Koreą Północną. Mówiła po angielsku, co mnie mocno zaskoczyło.
– Nie. Czarne koguty to wyjątek. Zawsze podawano je przy specjalnych okazjach. Ma pan szczęście, że dziś może pan go spróbować.
– A dlaczego są wyjątkowe?
– To koguty szamańskie. Szamanki w Korei nazywa się mudang. Dawno temu, jeszcze przed narodzinami Buddy, używano tych kogutów w czasie ceremonii, najczęściej przy kontakcie z duchami natury. Na przykład przy leczeniu ciężkich chorób. Kogutowi podcinano gardło, a potem przygotowywano z niego potrawę, którą jadł chory. Dziś czarne koguty je się od święta albo dla zdrowia.



– I jeszcze jedno – dodała. – Proszę zapamiętać sen, który przyśni się panu tej nocy. Czarny kogut to posłaniec Sanshina, ducha gór.
Przez głowę przeleciała mi masa myśli. Przypomniałem sobie, że podobną historię słyszałem w Indonezji. Tam kogut też jest świętym ptakiem. O kogutach i innych „ptakach wróżbiarskich” z Indonezji jeszcze napiszę :)
Dolmeny
Pod granicę z Koreą Północną przyjechałem zobaczyć jeden z dolmenów. Jest ich w Korei około 30 tysięcy. Według oficjalnej wersji przodkowie wznosili je kilka tysięcy lat temu jako grobowce. Największe kamienie ważą nawet do 300 ton.
— Robert
Komentarze
Ładowanie komentarzy…